Joanna Bejma

Byli kopani, wyzywani, bici młotkiem i prętem [zdjęcia, wideo]

Byli kopani, wyzywani, bici młotkiem i prętem [zdjęcia, wideo]
Joanna Bejma

62-letni mężczyzna i 59-letnia kobieta z Annowa swoim dwóm pracownikom stworzyli warunki urągające myślącej i czującej istocie. Gdzie zapodziało się ich sumienie?

Czy dwie, dojrzałe osoby zasługują na to, by nazwać ich ludźmi? Czyny, które im się zarzuca, podają to w wątpliwość. Człowiek tak nie postępuje...

Bicie, kopanie, szarpanie, wyzywanie a nawet przypalanie papierosami. Tak nie traktuje się nawet zwierząt. Mówi się o społecznej równości, godności i poszanowaniu dla drugiego człowieka. Trudno jest więc zrozumieć, że w jednym z gospodarstw wyzysk i poniżenie były na porządku dziennym. 62-letni mężczyzna i 59-letnia kobieta swoim dwóm pracownikom stworzyli warunki urągające myślącej i czującej istocie. Gdzie zapodziało się ich sumienie, empatia, współczucie?

Byli kopani, wyzywani, bici młotkiem i prętem [zdjęcia, wideo]


Ktoś się chyba pomylił

Annowo to niewielka wieś w gminie Łabiszyn. Kiedy huknęła wiadomość, że na terenie jednego z gospodarstw w nieludzki sposób wykorzystywano dwóch pracowników, rozpytywani mieszkańcy Annowa i samego Łabiszyna nie wiedzieli, co dzieje się pod ich nosem.

- Nie, to nie u nas. Ktoś się chyba pomylił - mówili zaskoczeni.

- I ja się im nie dziwię - oświadczył w końcu jeden z miejscowych. - Właściciele tego gospodarstwa to ludzie, od których mieszkańcy wsi raczej stronią. Nie chcą kłopotów, mają swoje sprawy i wolą zająć się własnym życiem - usłyszeliśmy.

Annowo to rubieże gminy. Wieś z Łabiszynem tak naprawdę mało się identyfikuje. Okala inną wieś, Władysławowo. To tereny letniskowe, wypoczynkowe. Tu w ostatnich latach - uciekając od gwaru i wielkomiejskiego zgiełku - wybudowało się wielu bydgoszczan.

Samobójstwo - najlepsze wyjście

Desperacja 45-letniego Waldemara Karasiewicza doprowadziła do tego, że próbował się zabić. Trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Gdyby nie fakt targnięcia się na życie, koszmar jego i 44-letniego współtowarzysza - obaj nie mają stałego miejsca zamieszkania - mógłby jeszcze trwać... Trwał około roku.

Sprawa wyszła na jaw, kiedy policjanci otrzymali zgłoszenie od dyspozytora pogotowia ratunkowego dotyczące samobójczej próby 45-latka. Kryminalni zaczęli przyglądać się sprawie i ustalili, że mężczyzna miał dość nieludzkiego traktowania. Dlatego dopuścił się tego desperackiego czynu.

Jak trafił do Annowa? Właściciela gospodarstwa znała babcia pana Waldemara, która mieszkała w Bydgoszczy. Tu swój warzywniak prowadził także mieszkaniec gminy Łabiszyn. Któregoś dnia zapytał, czy w zamian za spanie i wyżywienie pan Waldemar nie chciałby mu pomóc przy zwierzętach. Ten się zgodził.

Nie wiedział, że trafił do piekła.

Gdy o tym mówi, nie płacze, nie lamentuje, ale widać, że jest słaby, jest mu ciężko. Wyznaje, że był bity młotkiem, prętem, pogrzebaczem, bał się uciec i dlatego postanowił odebrać sobie życie i uciąć to raz na zawsze. Wziął nóż i wbił go w szyję.

Jeden wyrok już jest

Małżeństwo z Annowa usłyszało zarzut z art. 189 Kodeksu karnego. Za pozbawienie człowieka godności, które łączy się ze szczególnym udręczeniem, mogą posiedzieć w więzieniu nie mniej niż trzy lata.

- 62-letni właściciel gospodarstwa został aresztowany na trzy miesiące - poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, rzecznik żnińskiej policji. Dodał, że kryminalni sprawdzają, czy w tym procederze nie uczestniczyły też inne osoby.

Zatrzymany 62-latek już raz znęcał się nad swoimi pracownikami. Wyrok w tej sprawie usłyszał 7 stycznia 2014 roku. Waldemar Karasiewicz nie był jedyną osobą, która nie wytrzymała nieludzkiego traktowania w gospodarstwie w Annowie. Około trzech lat temu uciekł stamtąd inny mężczyzna. Znalazł go i pomógł mu wtedy miejscowy ksiądz.

- Mieszkańcowi Annowa postawiono wtedy zarzuty z art. 207 paragraf 1 Kodeksu karnego - informuje Katarzyna Schiewe z Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Szubinie.

Miał się on znęcać psychicznie i fizycznie nad osobami przebywającymi w jego gospodarstwie - jedną od lipca 2009 do lutego 2010 roku, drugą od około 2004 do grudnia 2011 roku. Nie zapewnił im godziwych warunków bytu, mało tego - uniemożliwiał nawet korzystanie z łazienki. Warunki, w których przebywali pracownicy - urągały wszelkiej godności. Było brudno i ciasno. Mężczyzna szarpał, kopał i wulgarnie wyzywał swoich pracowników.



Za każdy postawiony zarzut sąd wymierzył karę po siedem miesięcy pozbawienia wolności. Łączna kara wyniosła jednak 10 miesięcy więzienia w warunkowym zawieszeniu na dwa lata.

Podobne zarzuty usłyszał wtedy także syn, 62-letniego dzisiaj mieszkańca Annowa.

Starszy z mężczyzn nie przejął się ciążącym nad nim wyrokiem i obowiązującym prawem w ogóle. Nie odezwało się też jego sumienie.

Nie minęło wiele czasu i zatrzymano go dokładnie z to samo działanie.

Joanna Bejma

W swoich artykułach podejmuję tematy związane z powiatem żnińskim, głównie w gminach Barcin i Łabiszyn, od spraw samorządowych, po interwencje i obsługę - także fotograficzną - imprez kulturalnych. Redaguję miesięcznik "Nasze miasto Żnin", piszę artykuły do dodatku "Pasje"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.