Bydgoskie spacery po okolicach jak z„Ziemi obiecanej” [zdjęcia]

Czytaj dalej
Roman Laudański

Bydgoskie spacery po okolicach jak z„Ziemi obiecanej” [zdjęcia]

Roman Laudański

Dla mieszkańców Fordonu miasto kończy się na rondzie Fordońskim, a dla mieszkańców Wilczaka - na rondzie Grunwaldzkim. Obszary oddalone mocno od centrum - pozostają bez jakiegokolwiek zainteresowania miasta.

Najbardziej zdumiała mnie opowieść o braku toalety przy pętli tramwajowej na bydgoskim Wilczaku - wspomina dr Michał Cichoracki, socjolog z UKW. - Wystarczyłoby ustawienie jednego toi-toja, żeby nikt nie musiał szukać krzaków! Czasami spotykaliśmy się z banalnymi sprawami, a czasami - z wielkimi problemami. W przypadku tych banalnych - urzędnicy, z poziomu ratusza nie są w stanie ich odczytać.

Socjolodzy z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego uczestniczyli w diagnozowaniu potrzeb mieszkańców kilku bydgoskich osiedli. - Pomagaliśmy stworzyć program, którego podstawą są potrzeby mieszkańców - tłumaczy dr Marta Jaskulska, socjolog z UKW. - Trzeba pomóc w zdefiniowaniu potrzeb i rozpoznać potencjalną chęć zaangażowania się mieszkańców. Z inicjatywy władz miasta prowadziliśmy działania partycypacyjne.

Osiedla poniżej średniej

Do rewitalizacji w Bydgoszczy zostało wyznaczonych pięć obszarów: Śródmieście, Stare Miasto - Bocianowo, Okole, Wilczak - Jary, Stary Fordon, Czersko Polskie - Zimne Wody. Te osiedla zostały wybrane ze względu na: duże bezrobocie, słabe wyniki testów gimnazjalnych, liczbę osób korzystających z opieki społecznej, liczbę gospodarstw domowych korzystających z tradycyjnych pieców „kopciuchów”. Pięć wytypowanych osiedli znalazło się poniżej średniej miejskiej; tu są najgorsze wyniki w skali miasta.

Od 2015 obowiązuje nowa ustawa o rewitalizacji, która zakłada, że muszą to być przede wszystkim działania społeczne. Nie wystarczy remont kamienic czy drogi - władza musi działać z ludźmi. Poprawiać ich jakość życia, rozwiązywać problemy mieszkańców. Z osiedli, o których mówi się, że cieszą się nie najlepszą sławą przez patologie, dziedziczną biedę i uzależnienia.

Co trzeba poprawić w danym środowisku? - o odpowiedź na to pytanie władze poprosiły socjologów, którzy szukali odpowiedzi u mieszkańców. - Mieszkańcy Śródmieścia muszą rozstrzygnąć, czy to miejsce ma być turystyczną wizytówką miasta, czy dobrym miejscem do życia dla nich? - opowiada dr Jaskulska. - To nie zawsze się pokrywa. Podobne problemy pojawiły się np. na rynkach w Krakowie i Wrocławiu, gdzie doszło do tzw. „studentyzacji” - wynajmowania mieszkań dla studentów na starówkach. - Mieszkańcy wyprowadzają się z miejsc, na których trwają imprezy, mieszkania dla studentów pozbawione są komfortu, właściciel chce zarobić, a nie zainwestować i wszystko niszczeje - dodaje dr Jaskulska. Bydgoszczy to na razie nie grozi, choć z jednej strony mamy obleganą Wyspę Młyńską, a z drugiej umierającą ulicę Długą oraz z niemrawym, ożywianym wyłącznie przez ogródki piwne, Starym Rynkiem.

- Był pomysł, ażeby na Długiej robić imprezy dla mieszkańców np. pchli targ czy mniejsze koncerty - dodaje dr Marta Jaskulska. - Nie nastawione na turystów, a w wymiarze lokalnym, dla mieszkańców. Jeden z pomysłów zakładał, by główne śródmiejskie ulice były dla turystów, a podwórka - dla mieszkańców, to miałyby być atrakcyjne miejsca spotkań, wręcz laboratoria współpracy. Jeśli mieszkańcy potrafiliby i chcieli zagospodarować podwórko, to w przyszłości może łatwiej byłoby im podjąć decyzje, np. o remoncie elewacji. Trzeba uczyć mieszkańców współpracy i pokazywać im, że warto. Takie rzeczy dobrze sprawdzają się np. w Gdańsku.

O bydgoskich podwórkach pisał m.in. Filip Springer, reporter i fotograf opisujący urbanistykę polskich miast
Socjolog dr Marta Jaskulska prowadziła podobne badania partycypacyjne w Gdańsku, Malborku, Nowym Stawie, w Opolu, w Kielcach. Jest gdańszczanką, która po raz pierwszy przyjechała do Bydgoszczy siedem lat temu. Wspomina, że bardzo ją to miasto zaskoczyło. - Wcześniej, myśląc o Bydgoszczy, pierwszym skojarzeniem była PESA, czyli miasto robotnicze - wspomina.

- Zastanawiałam się, czemu stolicą regionu nie został Toruń? Przyjechałam do Bydgoszczy i przekonałam się, że to świetne miasto z piękną Wyspą Młyńską. Lubię spacerować po Śródmieściu i podziwiać ciekawą architekturę. Może niektórzy się zdziwią, ale macie w Bydgoszczy świetną komunikację publiczną - dużo tramwajów jeżdżących we wszystkie strony. Brawo, że nie przy wszystkich przejściach pojawiły się światła i można spokojnie przechodzić bez czekania pod sygnalizatorami. Macie rowery miejskie. Im dłużej jestem w Bydgoszczy, tym bardziej podoba mi się jakość życia w tym mieście. Pewnie Bydgoszcz jest postrzegana stereotypowo, bo Toruń ma uniwersytet i pierniki, a prawdziwym miastem jest Bydgoszcz. Na obrzeżach toruńskiej starówki straszą pustostany. Możemy ponarzekać, że przy Długiej też są pustostany, ale zdecydowanie poprawił mi się obraz Bydgoszczy w porównaniu z tym, co sobie kiedyś wyobrażałam! W tym mieście tkwi duży potencjał. Mieszka tu wielu ciekawych ludzi z pomysłami.

W kwietniu socjolodzy z UKW najpierw spotykali się z mieszkańcami i tłumaczyli, czym jest rewitalizacja, pytali o problemy i jak - zdaniem mieszkańców - powinny wyglądać ich osiedla. Następnie wspólnie odbywali spacery badawcze, by poznać problemy na żywo. Przewodnikami dla naukowców najczęściej byli członkowie rad osiedli i przedstawiciele najróżniejszych organizacji pozarządowych.

Ostatnim etapem były kilkugodzinne warsztaty. - Bez narzekania, a z konkretami, jak dojść do celu, by te osiedla stały się miejscami do dobrej jakości życia - opowiada dr Jaskulska. - Powstały raporty dla urzędników miejskich, którzy muszą teraz skonfrontować pomysły mieszkańców z możliwościami finansowymi, strategią rozwoju miasta. Z tego powstanie Gminny Program Rewitalizacji, który ponownie zostanie poddany konsultacjom z mieszkańcami.

Okolice „Ziemi obiecanej”

Dr Michał Cichoracki jest bydgoszczaninem. - Niesamowitym doświadczeniem dla mnie było to, że znalazłem się w miejscach absolutnie dla mnie obcych. Może coś tam słyszałem o Zimnych Wodach, Czersku Polskim, ale w życiu tam nie byłem!

Kiedy idziesz nad Kanałem Bydgoskim od ronda Grunwaldzkiego, to wszystko jest w porządku, ale pójdźmy dalej, gdzie brzegi są już zarośnięte. Każdemu z nas miasto kojarzy się z Wyspą Młyńską, a przez Wilczak idziesz ulicami bez oświetlenia! Idziesz ulicami systematycznie zalewanymi przez ulewne deszcze i nikt z tym nic nie robi. Nagle widzisz księżycowy krajobraz, który też jest Bydgoszczą: bez wybetonowanych dróg, bez lamp. Nie zdawałem sobie sprawy, że w XXI wieku są takie miejsca! Pewnie tak jest w większości dużych miast europejskich, które słyną z wysokiej jakości życia. Może polskie miasta mniej, ale uzmysłowiłem sobie, że w XXI wieku mieszkańcy osiedli, które oglądaliśmy, mają wielkie problemy, jakby wyjęte żywcem z XIX-wiecznych powieści Reymonta! Widzieliśmy zniszczone pustostany, które przecież mogłyby zostać wykorzystane. To problemy każdego miasta, nawet tych, które byśmy o to nie podejrzewali, ale to mi uzmysłowiło, jak dużo jest jeszcze tu do zrobienia. I jak ogromne są potrzeby części bydgoszczan. Wystarczy się z nimi spotkać, a oni wręcz wyrzucają, wypluwają z siebie jak karabin maszynowy wszystkie bolące sprawy.

- Bardzo duży potencjał jest związany z Kanałem Bydgoskim i wykorzystaniem go jako fajnego terenu rekreacyjnego - dopowiada dr Jaskulska. - To nie tylko miejsce dla uprawiania np. sportów wodnych, ale miejsce dla kawiarenek, które gromadziłyby i zatrzymałyby ludzi. Tylko gdzie tam są np. toalety?

Na Okolu mieszkańcy mają pomysł przeniesienia Muzeum Kanału Bydgoskiego do pustostanu po przedszkolu przy ul. Staroszkolnej 10. Byłaby to nie tylko przestrzeń dla muzeum, ale również dla mieszkańców - może w formie domu sąsiedzkiego, miejsca spotkań organizacji pozarządowych? Bo są ludzie z pomysłami, ale nie ma gdzie się spotkać i ich realizować. Może warsztaty, może potańcówka czy konkurs gier planszowych.

Dr Jaskulska zwraca uwagę, że organizacje pozarządowe chętnie włączają się w prace, ale narzekają na brak ciągłości finansowania. Kawiarnia społeczna przy Rynku w Starym Fordonie działała przez rok, ma bardzo dobrą lokalizację, przychodziło tam dużo dzieci, ale skończyły się pieniądze z grantu i nie ma za co jej utrzymać.

Na przykład na Okolu jedna z organizacji pozarządowych zgłaszała poważny problem braku zainteresowania rodziców dziećmi. Niskie wyniki nauczania w szkołach - ich zdaniem - nie są dlatego, że szkoła jest zła, ale dlatego, iż dzieci nie otrzymują wsparcia od rodziców.

Socjolodzy pytali również mieszkańców o bezpieczeństwo, ale w odpowiedzi słyszeli, że miejscowi czują się w miarę bezpiecznie, a jeśli dochodzi do np. wandalizmu, to są przekonani, że zrobił to ktoś spoza osiedla, bo lokalni by sobie na to nie pozwolili.

W Czersku Polskim i Zimnych Woda nie ma niczego. Pola, chwasty, elektrociepłownia. - Byliśmy też w okolicach ulicy Smoleńskiej, gdzie do dziś nie ma kanalizacji. W XXI wieku?! Przecież to klimaty jak z „Ziemi obiecanej” - kręcą głową socjolodzy.

Podkreślali również, że dużym obciążeniem dla mieszkańców są stereotypy. Wilczak, Jary, Okole, Stary Fordon są fajnymi miejscami, ale „na mieście” - nie cieszą się dobrą opinią.

Socjolodzy proponują: trzeba rozproszyć finansowanie i działać społecznie. Wspólne grillowanie mieszkańców spowoduje nie tylko to, że razem spędzą czas, ale może oni mają wspólne zainteresowania lub wspólny problem do rozwiązania? A może wspólnego wroga - nawet gdyby miało być nim miasto, czemu nie. To byłby czynnik mobilizujący. Kiedy uda się jedna, dwie rzeczy, to może pojawi się działanie w większej skali. I sami wystąpią o grant, dofinansowanie, etc. Lokalne działanie integruje ludzi. Oni są największym potencjałem miasta. Bez nich - najpiękniejsze marmury i fontanny nam nie pomogą.

Woda wymarzona

Na wszystkich osiedlach pojawiał się wspólny temat: rzeka. Fordoniacy mają rację: między Astorią a Tesco są bulwary. Dalej, w kierunku Fordonu są już tylko krzaki. Według mieszkańców rzeka, a raczej woda, bo to Brda, Wisła i Kanał Bydgoski - są wielkim potencjałem. Wokół wody można robić ciekawe projekty: stacje wynajmu kajaków. Rower wodny w ramach projektu roweru miejskiego. A dlaczego nie? Rzeka, woda zaczęłyby tętnić życiem. Przecież prze laty były kąpieliska nad Brdą. W Smukale czy na Jachcicach. A dlaczego nie zbudować sztucznej plaży w centrum miasta?

- Uczestnicząc w tych konsultacjach odkrywałem miasto od nowa - przyznaje się dr Cichoracki.

Ludzie chcą otwarcia zamkniętych przestrzeni - np. starego „botanika”. Co to znaczy czynny do 15.00? Dlaczego wcześniej był nieczynny? To park w centrum miasta, powinien być miejscem rekreacji. Może z jakąś mała restauracyjką, która obudziłaby zaspaną i nieczynną ulicę Chodkiewicza? Cały kwartał potrzebuje ożywienia.

Tylko czy zawsze rewitalizacja kończyła się sukcesem? Odnowiono ulicę Dworcową i nic. Dwukrotnie położono nawierzchnie Długiej - i nic. - U nas rewitalizację kojarzy się z remontami - tłumaczy dr Cichoracki. - Miasto żyje swoimi mieszkańcami. Tak naprawdę celem rewitalizacji jest zrozumienie przez mieszkańców, że to oni są za to odpowiedzialni i włączenie ich w ten proces. Dlatego w tych programach największe szanse mają te projekty, które zakładają innowacyjność społeczną, a nie wyremontowanie kawałka ulicy czy kamienicy. Rewitalizacja ma na celu przywrócenie przestrzeni miejskich mieszkańcom. I uaktywnienie ludzi.

Bez narzekania

- Najbardziej zdziwiło nas to, że osoby, z którymi rozmawialiśmy, były tak bardzo pozytywnie nastawione do zmian - podkreślają socjolodzy. - Nie było narzekania. Może problemy już tak długo gryzą mieszkańców, że chcą wreszcie ich rozwiązania? A może udało im się przyciągnąć osoby pozytywnie zakręcone, chcące działać? Ludzie mają mnóstwo pomysłów do działania, potrzeba im wsparcia - lokalowego, finansowego na starcie, żeby mogli rozwinąć skrzydła.

- Jeżeli miasto uchwali ten program, to czeka nas kilka-, kilkanaście lat ciężkiej pracy nie tylko dla urzędników, ale mieszkańców, właścicieli nieruchomości i organizacji pozarządowych. Bez ich wspólnej pracy - nic się nie zadziała - uśmiecha się dr Marta Jaskulska. - Przecież mówimy o zaległościach sięgających nawet kilkudziesięciu lat!

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.