Bodo. Cudowne dziecko XX wieku [wideo, zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Hołod
Joanna Pluta

Bodo. Cudowne dziecko XX wieku [wideo, zdjęcia]

Joanna Pluta

Elegant, amant, bon vivant, a przede wszystkim gwiazda swoich czasów - Eugeniusz Bodo. Na mały ekran w tę niedzielę wejdzie serial o jego życiu i twórczości. Twórcy sprostają tej historii?

Gdyby żył w naszych czasach, pewnie nie schodziłby z portali plotkarskich i okładek tabloidów. Zresztą wtedy też był wdzięcznym obiektem plotek, a to za sprawą swoich romansów - między innymi z gwiazdą filmową Norą Ney, a potem z przepiękną Tahitanką, Reri. Ta jednak nie wylewała za kołnierz i to właśnie miało być przyczyną rozpadu ich związku.

Zostawmy jednak na chwilę sercowe sprawy gwiazdora i wróćmy do jego dzieciństwa. Eugeniusz, a właściwie Eugene Bogdan Junod miał się urodzić w Łodzi, choć niektóre źródła podają, że na świat przyszedł w Genewie. Jego ojcem był Teodor Junod - szwajcarski inżynier, który w Łodzi prowadził imprezy rozrywkowe - głównie występy kabaretów. Z czasem jednak zaczął prowadzić kino-teatr Urania. Matką Eugeniusza była zaś Dorota z Dylewskich, polska szlachcianka. A jego artystyczne pseudo „Bodo” było niejako hołdem złożonym ukochanej matce. To zlepek pierwszych liter ich imion - „Bo” - od Bogdana i „Do” od Doroty.

Na planie serialu "Bodo"
archiwum Eugeniusz, a właściwie [b]Eugene Bogdan Junod [/b]miał się urodzić w Łodzi, choć niektóre źródła podają, że na świat przyszedł w Genewie. Jego ojcem był Teodor Junod - szwajcarski inżynier, który w Łodzi prowadził imprezy rozrywkowe - głównie występy kabaretów.

Pierwsze aktorskie i taneczne kroki stawiał w teatrach swego ojca. I od razu został okrzyknięty „cudownym dzieckiem XX wieku”. Jego ojciec zapewne pożałował, że pokazał Eugeniuszowi rozrywkowy świat. Chciał bowiem, tak samo zresztą, jak jego żona, by Bodo został lekarzem. Młodemu artyście w głowie było jednak zupełnie co innego. Gdy miał 16 lat, uciekł więc z domu i zaczął występować w kolejnych rewiach w całej Polsce. Uciekł po dość burzliwym konflikcie z rodzicami. I niestety na początku nie szło mu najlepiej. Do Warszawy trafił, gdy był już pełnoletni i to właśnie tam na dobre zaczęła się jego kariera.

Występował w takich kabaretach, jak „Qui pro quo”, „Cyganeria”, „Morskie Oko”. Jego pierwszą rolą filmową był Geniuś w „Rywalach” z 1926 roku. I to właśnie ta kreacja otworzyła mu drzwi do sławy. Grał film za filmem. Reżyserzy najchętniej obsadzali go w rolach amantów. Nic dziwnego, Bodo miał szarmancką i uwodzicielską naturę. Był przystojny, dowcipny, energiczny. Szufladkowanie go jednak nie ma większego sensu - doskonale radził sobie również odgrywając postaci tragiczne. Był też genialnym tancerzem. W sumie zagrał w ponad trzydziestu filmach. A piosenki, które śpiewał, są znane i wykonywane przez innych artystów do dzisiaj.



„ Ach te baby”, „Sexappeal”, „Już taki jestem zimny drań”, „Ach śpij kochanie” to tylko niektóre z nich. Czy rzeczywiście był zimnym draniem? Trudno powiedzieć. Na pewno miał gorące, skore do romansów serce. Kobiety go zresztą rozpieszczały, zaczepiały na ulicach, piszczały na jego widok. Nie mógł przejść niezauważony. To go trochę zepsuło - zachłysnął się karierą, byciem gwiazdą. Wiedział, że w Warszawie trwa „bodomania”.

Nie tylko grał, był także reżyserem i producentem. Pisał też scenariusze - dla tahitańskiej piękności Reri, z którym łączyło go coś więcej niż tylko wspólna praca - specjalnie napisał rolę w filmie „Czarna Perła”. Przed wojną otworzył wytwórnię filmową, a także kawiarnię Cafe-Bodo przy ul. Foksal 17, która bardzo szybko stała się jednym z najmodniejszych miejsc w stolicy. Nad kawiarnią kupił sobie luksusowy apartament.

O Bodo można także śmiało powiedzieć, że był trendsetterem swoich czasów. Gdy zaczął chodzić w tweedowych marynarkach, warszawska śmietanka szybko to podchwyciła. Niestety, na szczyt jego kariery przypadł wybuch II wojny światowej. Aktor zostawił wszystko i uciekł na Wschód. Trafił do Lwowa, gdzie od razu wmieszał się w artystyczny świat. Zaczął koncertować z grupą Tea-Jazz założoną przez Henryka Warsa. Nie trwało to jednak długo. Przekleństwem Eugeniusza stało się jego szwajcarskie obywatelstwo. Dwa lata po wybuchu wojny został aresztowany przez NKWD jako szpiegujący cudzoziemiec. Zmarł w łagrze w 1943 roku.

Czy twórcy zapowiadanego jako ogromna, stworzona z wielkim rozmachem produkcja serialu „Bodo” udźwigną postać artysty? Przekonamy się już wkrótce. Pierwszy odcinek serii zobaczymy już w tę niedzielę wieczorem w telewizyjnej „Jedynce”. W pierwszych czterech odcinkach w Bodo będzie się wcielał Antoni Królikowski. Starszego aktora zagra Tomasz Schuchardt. To tylko wierzchołek góry lodowej. W produkcji obsadzono niemal 350 ról, do pracy na planie zaangażowano niemal 4 tysiące statystów, ekipa filmowa zaś liczyła 300 osób.

Zespół serialu „Bodo” jeździł po całej Polsce - grał na planach filmowych w Łodzi, we Wrocławiu, Modlinie i oczywiście w Warszawie. Zdjęcia do produkcji trwały ponad pół roku.

To duże przedsięwzięcie kostiumowe - większość scenicznych kreacji została specjalnie uszyta na potrzeby serialu. Sporo strojów z epoki wypożyczono - do Polski przyjechały między innymi z Paryża i Londynu. Serial będzie bardzo muzyczny - usłyszymy w nim mnóstwo przedwojennych szlagierów. Co ciekawe - wszystkie śpiewają aktorzy. Nie będzie tu żadnych przekłamań. Tak samo w tańcu. O choreografię zadbał Agustin Egurrola.

A kogo zobaczymy w obsadzie? Między innymi Mateusza Damięckiego (Adam Brodzisz), Romę Gąsiorowską (Zula Pogorzelska), Edytę Herbuś (Pola Negri), Patricię Kazadi (Reri) i Annę Próchniak (Nora Ney). Rodziców Eugeniusza zagrają Mariusz Bonaszewski i Agnieszka Wosińska. Czy to wszystko może być przepisem na sukces? Pewnie tak. Polscy widzowie uwielbiają seriale historyczne. A gdy jeszcze grają w nich aktorzy, którzy są „na czasie”, a oprócz tego jest tam dużo tańca i muzyki, oglądalność jest chyba gwarantowana.

Korzystałam częściowo z biografii Eugeniusza Bodo zamieszczonej w serwisie Culture.pl.

Joanna Pluta

W "Pomorskiej" zajmuję się dwoma tematami - kulturą i zdrowiem. Ten pierwszy jest zdecydowanie bardziej fascynujący. Drugi natomiast daje o wiele więcej satysfakcji.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.