Antydepresanty łykamy jak aspirynę

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapala
Joanna Pluta

Antydepresanty łykamy jak aspirynę

Joanna Pluta

Rośnie liczba wydawanych na receptę środków przeciwdepresyjnych. Coraz chętniej też sięgamy po uspokajające suplementy. Dlaczego?

Bo żyjemy w czasach i w warunkach, którym towarzyszy ogromne napięcie. Nie mamy też za bardzo gdzie i kogo prosić o pomoc.

Wyścig szczurów i niestabilna sytuacja

- W tej chwili cały świat jest w stanie wewnętrznego niepokoju, jeśli do tego doliczyć ciągłą walkę o pozycję w firmie, pracę ponad siły i fakt, że w ostatnich latach mocno się rozluźniły więzy społeczne mamy odpowiedź, dlaczego coraz więcej osób cierpi na zaburzenia psychiczne - tłumaczy prof. dr hab. Aleksander Araszkiewicz, wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii. - Proszę zauważyć, jak w ostatnich latach wzrosła liczba osób, które targnęły się na swoje życie. Według danych Komendy Głównej Policji w 2014 roku było to 6,2 tys. osób, czyli o 20 procent więcej niż w 2011 roku. Zróbmy jeszcze jedno porównanie - 6,2 tys. osób umiera śmiercią samobójczą, w tym samym czasie w wypadkach drogowych ginie 3,5 tys. osób. To pokazuje skalę problemu - ile osób boryka się z zaburzeniami psychicznymi.

Antydepresanty nie tylko na depresję

Stąd tak duży wzrost sprzedaży środków, które mają uśmierzyć psychiczne cierpienie. Z danych IMS Health, do których dotarła „Rzeczpospolita” wynika, że w ubiegłym roku - tylko tych wydanych na receptę - Polacy kupili 19 milionów opakowań leków przeciwdepresyjnych. To o ponad milion więcej w porównaniu z 2014 rokiem i o ponad 2,5 miliona więcej, jeśli spojrzeć na dane z 2013 roku. Tak poważny wzrost sprzedaży tego rodzaju leków zaczął się około 2012-2013 roku. Z tych samych danych można odczytać, że w 2015 roku wydaliśmy w Polsce na antydepresanty ponad 300 milionów złotych. To o ponad 22 miliony złotych więcej niż w 2014 roku. Wcześniej skoki również były, ale nie na takim poziomie. Prof. Araszkiewicz upatruje powodów tego wzrostu nie tylko w większej liczbie osób zmagających się z zaburzeniami.

- Wzrasta też świadomość wśród lekarzy, którzy w zaburzeniach adaptacyjnych, czyli takich, które wynikają z konieczności przystosowania się do nowej sytuacji, np. po utracie pracy, rozwodzie, śmierci kogoś bliskiego oraz w zaburzeniach lękowych zamiast leków uspokajających przepisują właśnie antydepresanty. Robią to, ponieważ leki przeciwdepresyjne nie uzależniają i dają lepsze efekty leczenia - tłumaczy.

Antydepresanty wydane na receptę z przepisu lekarza to jedno. Chętnie jednak sięgamy po dostępne w aptekach bez recepty suplementy i preparaty ziołowe. Jesteśmy wręcz zasypywani reklamami środków wyciszających, poprawiających nastrój, pomagających opanować stres i spokojnie zasnąć.

Suplement pomoże czy może zaszkodzi?

- To nie są leki i to należy podkreślić - mówi prof. Araszkiewicz. - Czy rzeczywiście pomagają, czy uspokajają jak herbatka ziołowa? Trudno powiedzieć. Na pewno natomiast ich przyjmowanie w niektórych przypadkach jest ryzykowne, ponieważ zamiast pójść do lekarza i być może szybko zdiagnozować realne zaburzenia, leczymy się sami. W przypadku pacjentów, którzy rzeczywiście mają stany depresyjne potem, gdy wreszcie trafią do gabinetu, może być już za późno.

Prof. Araszkiewicz wskazuje, że niestety w Polsce wciąż nie ma właściwego systemu profilaktyki ani interwencji kryzysowej. - Dlatego nie ma alternatywy dla leków przeciwdepresyjnych - mówi.

Jak podaje „Rzeczpospolita” w latach 2015-2019 w Polsce miał być prowadzony Program Zapobiegania Depresji. Nadal jednak nie znalazł się podmiot, który taki program mógłby zrealizować. Trudno bardzo dokładnie oszacować, ile osób boryka się z depresją. Mówi się o 350 mln osób na całym świecie, w tym o 1,5 mln Polaków. Zgodnie z szacunkami Światowej Organizacji Zdrowia w 2030 roku depresja ma być najczęściej występującą chorobą na świecie.

Depresja a stan gospodarki

Z danych zawartych w informacji prasowej „Ile kosztuje smutek pracowników, czyli depresja w polskich firmach” Manhattan Poland Sp z o.o. wynika, że depresja ma ogromny wpływ na gospodarkę. Opublikowany przed dwoma laty raport Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie mówi, że w Polsce z powodu zachorowań na depresję budżet państwa wydaje każdego roku nawet 3,5 mld zł.

Do kosztów leczenia należy doliczyć jeszcze straty pracodawców - w 2013 r. z powodu stanów depresyjnych zarejestrowano prawie 3,8 mln dni absencji chorobowych.

Joanna Pluta

W "Pomorskiej" zajmuję się dwoma tematami - kulturą i zdrowiem. Ten pierwszy jest zdecydowanie bardziej fascynujący. Drugi natomiast daje o wiele więcej satysfakcji.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.