Antyczny łuk odtworzono w Londynie, ale lat potrzeba na dźwignięcie całej Palmyry

Czytaj dalej
Fot. Frank Augstein
Tom Coghlanredakcja@polskatimes.pl

Antyczny łuk odtworzono w Londynie, ale lat potrzeba na dźwignięcie całej Palmyry

Tom Coghlanredakcja@polskatimes.pl

Na szczęście nie wszystkie skarby kultury zniszczyli w Palmyrze dżihadyści z Państwa Islamskiego. Do miasta zjechali już specjaliści z wielu krajów, wśród nich są także Polacy. Pomogą w rekonstrukcji unikalnych dla świata budowli.

Pierwsi międzynarodowi eksperci, którzy dotarli do wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO starożytnych ruin Palmyry określili skalę zniszczeń dokonanych tu przez bojowników Państwa Islamskiego (IS) jako „katastrofalną”.

Bartosz Markowski, konserwator dziel sztuki z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego, stwierdził, że jego zespół natrafił w kompletnie zdewastowanym Muzeum Narodowym na wiele pozostałości bezcennych starożytnych rzeźb. Jednak uratowanie tego, co zostało zajmie całe lata.

Pracujący na terenie muzeum polscy eksperci opisują bezprecedensowe zniszczenia, jakich tu dokonano. Większość z odnalezionych 200 posągów i artefaktów po prostu rozbijano młotami. Ich fragmenty walają się po podłodze muzeum razem ze szkłem z rozbitych gablot. Wiele innych cennych przedmiotów po prostu znikło. Ich liczba nie jest jednak znana. Palmyra leży na pustyni na północny zachód od Damaszku. W tej chwili nie wolno wchodzić i wjeżdżać na jej terytorium. Rosyjscy saperzy oczyszczają teren z min-pułapek.

Zniszczenia dokonane w muzeum nie stanowią zaskoczenia. Spodziewano się ich już wtedy, gdy dżihadyści opublikowali nagrania, na których widać jak wysadzają w powietrze dwie starożytne świątynie i bezcenny Łuk Zwycięstwa. Na filmach widać też, jak bojownicy dwuręcznymi młotami rozbiją starożytne posągi. Ponad trzymetrowy liczący dwa tysiące lat posąg lwa ze świątyni Allat, który stał przy wejściu do muzeum, przewrócono przy użyciu buldożera. Głowa posągu rozbiła się na kilka kawałków.

- Zebraliśmy wszystko, co się tyko dało. Kawałki rzeźb i przedmiotów walały się po całym muzeum. Wszędzie leżą kawałki szkła i rozbitych mebli…To katastrofa. Sadzę, że większość da się odrestaurować, ale nigdy nie będą już wyglądały tak jak przedtem - mówi Bartosz Markowski.

Palmyra liczy dwa tysiące lat. Nazywa się ją Perłą Pustyni. To jedno z największych na świecie skupisk klasycznych ruin. Państwo Islamskie swoje ataki na dziedzictwo kulturowe Syrii i Iraku usprawiedliwia religią. Bojownicy IS atakują szyitów, chrześcijan, druzów i wyznawców innych religii. ONZ\ twierdzi, że prześladowanie przez nich jazydów może nosić znamiona ludobójstwa.

Mieszkańcom Palmyry pozwolono na krótko wrócić do swoich domów w celu sprawdzenia ich stanu i zabrania rzeczy. Większa część [współczesnego] miasta jest zrównana z ziemią. Uszkodzona jest także widoczna na linii horyzontu, a niedawno odbita przez siły rządowe, cytadela. Niektórzy Palmyrczycy twierdzą, że nie docenia się ludzkich kosztów okupacji miasta, bo świat skupił się tylko na bezcennych zabytkach.

Siedmiotygodniowe zawieszenie broni między grupami opozycji a siłami reżimu pozwoliło mu skupić się na atakach na IS. W niedzielę przywódcy opozycji wyrazili swoje oburzenie, gdy główny negocjator z ramienia ONZ Steffan de Mistura, dał do zrozumienia, że prezydent Baszar al-Asad może pozostać u władzy na czas funkcjonowania rządu tymczasowego.

W takiej sytuacji główny negocjator opozycji Mohammed Alusz wezwał zwolenników do rozpoczęcia walki na nowo. - Nie ufajcie reżimowi i nie czekajcie na jego miłosierdzie - napisał na Twitterze. - Bijcie ich po karkach. Bijcie wszędzie, gdzie się tylko znajdują - dodał negocjator cytując fragment Koranu. Przedstawiciel największej frakcji opozycyjnej Ahrar asz-Szam stwierdził, że jego frakcja straciła już wiarę w proces pokojowy.

Na szczęście nie potwierdziły się informacje o totalnym zniszczeniu skarbów kultury w Palmyrze. Jak donosiła brytyjska prasa duża część unikalnych budowli w syryjskiej Palmyrze ocalała dzięki tajnemu porozumieniu syryjskiego reżimu z Państwa Islamskiego. Miasto odbito z rąk terrorystów przez siły rządowe przy wsparciu rosyjskiego lotnictwa. Wydawało się, że po wejściu syryjskich oddziałów do Palmyry będą tylko gruzy. okazało się, że nie wszystko stracone.

Maamoun Abdulkarim, syryjski minister odpowiedzialny za zabytki potwierdza, że doszło do zawarcia porozumienia z ISIS, na mocy którego wycofujący się bojownicy nie wysadzili w powietrze wielu unikalnych budowli.

Dzięki temu ocalała m.in. słynna świątynia Baal. - W mieście przebywało 45-50 ludzi, których zadaniem było przekonanie bojowników, by nie niszczyli unikalnych zabytków- dodawał Abdulkarim.

Ale świat i tak jest porażony skalą zniszczeń zabytków w tym mieście. Jak twierdzą specjaliści potrzeba będzie wiele lat, by odbudować to, co zniszczono.

- Jeśli dostaniemy zgodę UNESCO na restaurację budowli i wsparcie finansowe potrzebujemy pięciu lat, by odbudować to, co zniszczyło Państwo Islamskie - mówił Abdulkarim.

Palmyra została opanowana przez dżihadystów w maju ubiegłego roku, okrzyknięto ją nawet nieformalną stolicą Państwa Islamskiego. Odbicie miasta przez siły syryjskie było największym zwycięstwem Damaszku w czasie wojny domowej, która pochłonęła w tym kraju ponad ćwierć miliona ofiar.

Wielu pamięta jak w maju 2015 ostatnia załadowana cennymi artefaktami, pomnikami i mumiami ciężarówka wyjeżdżała z Palmyry. Przed atakiem oddziałów Państwa Islamskiego wywieziono wszystko, co się dało. Akcję ratunkową nadzorował niski mężczyzna w okularach. Stał razem z synami i patrzył.

Był to dyrektor miejscowego muzeum, 82-letni emerytowany archeolog Chaled al-Asaad, który całe życie spędził wśród liczących cztery tysiące lat ruin - przez czterdzieści lat zajmował funkcję dyrektora różnych placówek. Gdy jego koledzy wsiadali do ciężarówek, on odmówił wyjazdu z Palmyry. - Powiedział im: „Palmyra to moja miłość, moje życie, moja pamięć i moja historia. Nie wyjadę z niej i nie zostanę uchodźcą. Tu się urodziłem. To moja krew”. Nie chciał uciekać, choć na dwieście procent wiedział, że go zabiją - wspomina jego bratanek Ahmed.

Autor: Tom Coghlan

Tom Coghlanredakcja@polskatimes.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.