Amory na talerzu, czyli alchemia w kuchni

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Romanowicz
Agnieszka Romanowicz

Amory na talerzu, czyli alchemia w kuchni

Agnieszka Romanowicz

Uczniowie ze Świecia wygrali walentynkowy konkurs kulinarny w Grubnie. Drudzy byli bydgoszczanie, brąz przypadł gospodarzom.

To już czwarty konkurs „Alchemia i amory w kuchni” odbywający się w ramach Walentynek Chełmińskich. W tym roku przystąpiło do niego sześć drużyn z:

Młodzi kucharze gotowali w pracowniach Zespołu Szkół w Grubnie. Musieli wykorzystać produkty wskazane przez jurorów.

- Na przystawkę podroby, danie główne z polędwiczką wieprzową, kaszą jaglaną i pasternakiem. A na deser - pełna wolność - objaśnia Tomasz Welter, przewodniczący jury, szef kuchni w restauracji Vistula w Świeciu oraz wiceprezes Stowarzyszenia Kucharzy Kujaw i Pomorza.

Dobór składników nie był przypadkowy. - To afrodyzjaki - wyjaśnia Aleksandra Kleśta-Nawrocka, historyk żywienia i liderka gruczeńskiego oddziału Slow Food. - Podroby, zwłaszcza serduszka, w dawnej kuchni były nazywane animelkami, jako siedziba duszy.

Ten konkurs ma pokazać, że w polskiej kuchni jest wiele afrodyzjaków. Nie trzeba sięgać po owoce morza, żeby ugotować romantyczną kolację. Wszystko, co pochodzi z wody, jest afrodyzjakiem - od bogini miłości Afrodyty, która wyłoniła się z morza.

Większość dań powstała z inspiracji uczniów. - Podglądam różnych szefów kuchni, np. Sebastiana Krauzowicza z restauracji Copernicus w Toruniu. Wymyślając dania, korzystam z jego pomysłów - przyznaje Szymon Dudek z II klasy Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Toruniu.

Jurorzy zauważyli, że uczniowie popisali się też kulinarnymi formami, np. pianą z chrzanu. - Dość ryzykowną, bo wygląda jak ślina - ostrzega Welter.

Laureaci zostali wyłonieni jednogłośnie. Wygrała drużyna z Technikum Żywienia w Świeciu: Natalia Talaśka i Robert Kwiecień. - Warto było jechać z Sopotu, żeby zjeść ich dania - mówi Artur Michna, krytyk kulinarny.

Agnieszka Romanowicz

Bardzo lubię pisać i jestem wyczulona na krzywdę - to główne powody, dla których zostałam dziennikarką. Na co dzień piszę o wszystkim, a moje działki w „Gazecie Pomorskiej” to zdrowie psychiczne, uchodźcy, gaz łupkowy i pszczelarstwo. Interesuję się architekturą i kocham wieś.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.