Dominika Sobczyńska

Amerykański żołnierz zostanie patronem jednej z bydgoskich klas mundurowych

Karol Cierpica jest obecnie Liderem Wspólnoty i Szkoły Ewangelizacji Sursum Corda w Krakowie. Fot. nadesłane Karol Cierpica jest obecnie Liderem Wspólnoty i Szkoły Ewangelizacji Sursum Corda w Krakowie.
Dominika Sobczyńska

Historia nowego życia polskiego żołnierza zaczyna się 28 sierpnia 2013 roku, gdy podczas dużego ataku terrorystycznego na bazę Ghazni w Afganistanie, 24-letni chłopak osłania go przed wybuchem i wymianą ognia. Dla Karola Cierpicy jest to znaczący dzień, którego konsekwencje wydarzeń zauważa szczególnie teraz.

Rodzice Michaela Ollisa podczas odwiedzin w Polsce:

Była to jego 3. misja bojowa. Podczas niej był młodszym oficerem operacyjnym. Z Amerykanami w bazie znajdował się polski sztab sił zadaniowych XIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Karol Cierpica miał tego dnia wolne od wykonywania obowiązków służbowych. Znajdował się w kampie mieszkalnym, gdy w pewnym momencie bardzo blisko doszło do potężnego wybuchu. Z tego co pamięta, rozmawiał wtedy przez telefon. W momencie uderzenia – wypadł mu on z ręki. Wybiegł na zewnątrz i zauważył chmurę dymu.

Baza w tamtym czasie była często ostrzeliwana przez terrorystów. Jak zaznacza – może brzmieć to zadziwiająco, ale nie było to dla nich czymś zaskakującym. W takich momentach procedura nakazuje schować się do schronu. On jednak wiedząc, że uderzenie nastąpiło bardzo blisko i ktoś mógł potrzebować pomocy, wybiega i widzi kilkudziesięciometrową dziurę w ogrodzeniu. Wtedy był już pewny, że jest to atak na bazę.

Bronili bazy w krótkich spodenkach i strzelali tym, co znaleźli pod ręką

Wrócił po broń i kamizelkę, a gdy pobiegł w to samo miejsce, było tam już więcej osób. Od terrorystów odgradzał ich jedynie teren, gdzie Amerykanie przechowywali samoloty bezzałogowe. Gdy przeszli dalej, widzieli już bramę, przez którą wchodzili terroryście. Było ich tam już kilkunastu. Dochodzi do wymiany ognia.

- W pewnym momencie zostaję ranny i widzę dużo krwi, więc wycofuję się myśląc, że stało mi się coś poważnego. Po przejściu kilku kroków i uświadomieniu sobie, że nic mi nie jest – postanawiam tam wrócić, ale nie tą samą drogą. Obiegłem teren i ruszyłem tam, gdzie wiedziałem, że znajdują się terroryści. Za mną pobiegł młody chłopak z karabinkiem w ręku, bez kamizelki i hełmu. Patrząc w moją stronę szczerze się uśmiechnął, a jego oczy mówiły „nie jesteś sam” – wspomina Karol Cierpica.

Opowiada, że wystarczyło na niego spojrzeć, by wiedzieć, że chce powiedzieć „nie jesteś sam”. To typowa żołnierska postawa, bo gdy masz „plecy”, czujesz się o wiele pewniejszy. Jak zauważa, teraz już wie, że mówił przez niego Bóg, który nie pozostawił go do teraz.

Tam, gdzie znajduje się Karol i Michael ponownie dochodzi do wymiany ognia. Idąc wzdłuż kontenerów, za ich plecami dochodzi do ogromnego wybuchu. Weteranowi wojennemu kończy się amunicja, wypada mu karabin z ręki i zostaje ranny. Jak się później okazało, był to ostatni wybuch i powoli kończył się ostrzał w tej części bazy.

Polskiego żołnierza prowadzą do szpitala. Po chwili wnoszą Michaela Ollisa i kładą go na łóżku obok. Lekarz po chwili mówi, że 24-letni chłopak nie żyje. Karol Cierpica uświadamia sobie wtedy, że ten młody chłopak uratował mu życie – „gdyby nie on ta ja byłbym tym ostatnim żołnierzem, do Polski przyleciałaby trumna przykryta biało-czerwona flagą”.

„Jak będziecie w Stanach, powiedzcie rodzicom tego chłopaka, że był prawdziwym bohaterem. Uratował mi życie” - tak brzmiały pełne emocji słowa Karola skierowane do kolegów Michaela.

O wydarzeniu szybciej zaczęły mówić media amerykańskie

Pokłosie słów Karola w szpitalu stało się tematem poruszanym przez wiele mediów w Stanach Zjednoczonych. Następuje rozwój historii o polsko-amerykańskim braterstwie broni.

Polak wraca do kraju, rotowany celem wizyty zagranicznej ma lecieć do Ameryki. Czekało go tam spotkania z rodzicami Michaela w Nowym Jorku, podczas wręczenia odznaczeń amerykańskiemu żołnierzowi.

- Wcześniej widziałem ich tylko udzielających wywiadów w mediach. Nie miałem z nimi bezpośredniego kontaktu, ale zadziwiało mnie to, w jaki sposób mówią o swoim synu. Wspominali go jako radosnego chłopaka, który z chęcią pomagał innym ludziom. Mówili o nim z wielką dumną – wspomina weteran wojenny.

Karol Cierpica teraz widzi to z nieco innej perspektywy. Mówi, że uświadomił sobie, co oznacza w najgorszych momentach życia mówić z dumą i radością – nawet o trudnych sytuacjach, kiedy w twoim życiu jest Pan Bóg. Wtedy każdy trud i cierpienie przyjmujesz z wielką łaską. Dla niego już w tamtym momencie zachowanie rodziców Michaela było świadectwem wiary.

Rodzina Ollisów powiększyła się o parę osób

Opowiada, że gdy na nich czekał, nie wiedział jak się zachować. Był świadomy, że kurz wydarzeń jeszcze nie opadł w jego głowie i sercu. Co powiedzieć rodzicom, którzy stracili swoje dziecko – „będzie dobrze”?

Żołnierza zaskakują słowa, które kieruje do niego tata chłopaka przy przywitaniu „Witaj w rodzinie, nasz nowy przyjacielu”. Linda, mama Michaela, chciała jedynie dotknąć Karola, bo bardzo mocno czuła to, że był on osobą, która po raz ostatni widziała jej syna.

- To spotkanie było dla mnie niezwykłe. Gdy Robert, ojciec Michaela powiedział mi jeszcze „dziękuję za Twoją służbę” myślałem o tym, za co on mi dziękuje. Przecież źle wtedy wykonałem swoje zadanie. Chyba najgorzej, jak mogłem. To przekłada się na nasze życie. Wiele sytuacji dopiero po czasie rozkładamy na części pierwsze, analizujemy, rozkładamy warianty, ale w momencie, gdy wszystko dzieje się tak szybko, nigdy o tym nie myślimy – opowiada Karol.

„Czemu ja tam pobiegłem?” - często takie pytanie sobie zadaje, ale po czasie patrzy na to z perspektywy wiary. „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”, to ewangeliczne słowa, które uświadamiają mu, że był to zryw chęci pomocy drugiemu człowiekowi, który zapisany jest głęboko w naszym sercu. Chociaż wielu ludzi może zastanawiać się, dlaczego akurat tak się wydarzyło, to Karol Cierpica wie, że Pan Bóg chciał dać mu drugą szansę.

Polski żołnierz mówi, że widział w Michaelu definicję służby. Młody chłopak, który z uśmiechem wykonywał swoje zadanie. Służył z pasją i oddaniem podczas swojej trzeciej misji. Dla niego zawsze bardziej liczył się człowiek.

- Poznałem go kilka minut przed śmiercią, a teraz patrzę na to duchowo i widzę, że takich ludzi określa to, co robią. Nie musisz znać całego jego życia, bo w oczach widzisz pasję i oddanie oraz to, czym kieruje się w życiu. Ollisowie są wierzący i jestem pewny, że Michael wyniósł z domu chęć oddania i poświęcenia się dla drugiego człowieka. Tak samo jak Jezus ofiarował się za każdego z nas. Kiedy za mną pobiegł, to podjął pewną decyzję. Ma to znaczenie również w życiu duchowym. Liczy się intencja wzbudzona w sercu. Gdy coś nam nie idzie zgodnie z planem – zostaw to Panu Bogu. On się tym zajmie – mówi Cierpica.

Postawa życiowa Michaela pokazywała wieczną gotowość. Nie tylko jako żołnierz. Był urodzony do służenia. Jak zaznacza Karol Cierpica, to właśnie takie funkcjonowanie pomaga w tym, byśmy nawet drobnymi sprawami każdego dnia ratowali komuś życie.

Syn polskiego żołnierza nosi imię bohatera amerykańskiego

W 2015 roku Karolowi Cierpicy urodził się drugi syn. Nazwał go Michael. Rodzice młodego żołnierza traktują go jak swojego wnuka i całą rodzinę Cierpiców jak swoją. Utrzymują ze sobą kontakt. Po urodzeniu się Micheala, Robert i Linda wysłali mu w prezencie misia, uszytego z munduru amerykańskiego żołnierza.

Polski żołnierz widzi w tej sytuacji działanie Boga. Chociaż przechodził przez wiele trudności, to właśnie wiara wyciągnęła go do lepszego życia. Dzięki temu może dziś opowiadać o Michaelu innym ludziom i o tym, jak wpłynęło to na niego. Jak otrzymał nowe życie.

SSG Michael Ollis uratował życie polskiemu żołnierzowi. Zostanie patronem klas mundurowych jednej z bydgoskich szkół

Śp. Michael Ollis, żołnierz 10. Dywizji Górskiej Armii Stanów Zjednoczonych w tym roku zostanie patronem klas mundurowych Akademickiego Liceum Ogólnokształcące, które działa pod patronatem Wyższej Szkoły Nauk o Zdrowiu w Bydgoszczy.

Najprawdopodobniej w marcu tego roku odbędą się oficjalne uroczystości nadania imienia amerykańskiego bohatera, w których na odległość uczestniczyć będą m.in. rodzice amerykańskiego żołnierza.

Dominika Sobczyńska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

dlugi0330

Amerykanie i Polacy napadli na niepodległy Afganistan. Zabijali nie tylko żołnierzy, ale też cywili i to z premedytacją - patrzy morderców, którzy ostrzelali żałobników z moździerzy w Narghan Khel. Afgańczycy mają takie same prawa jak Polacy i Amerykanie w zabijaniu najeźdźców, dlatego ten Michael został słusznie zastrzelony tak samo, jak byłby zastrzelony każdy Afgańczyk, który zaatakowałby Polskę.

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.