Alfreda Tasarek, fryzjerka ze znanego zakładu przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Zbiory rodziny Tasarek
Jolanta Zielazna

Alfreda Tasarek, fryzjerka ze znanego zakładu przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy [zdjęcia]

Jolanta Zielazna

Zawodowe i prywatne życie Alfredy Tasarek splotło się z przedwojennym salonem fryzjerskim Brunona Sikorskiego przy ul. Gdańskiej 31 w Bydgoszczy, obecnym "Kosmykiem".

Znany w Bydgoszczy salon fryzjerski przy ul. Gdańskiej 31, z ponad 120-letnią historią, wkrótce zostanie zamknięty. Wielki żal, że miejsce z taka tradycją wkrótce zniknie z mapy miasta.

Przed wojną pracowała w nim m.in. Alfreda Tasarek. Na zdjęciu, które opublikowaliśmy, odnalazł mamę syn pani Alfredy, Andrzej. Oboje jego rodzice byli bydgoskimi fryzjerami. Zapamiętał wiele opowieści.

- Fryzjer pisał się wówczas z niemiecka, Sikorsky - opowiada Andrzej Tasarek, syn Alfredy. Jednak we wszystkich przedwojennych bydgoskich książkach adresowych pisany jest po polsku, Sikorski.

Wróćmy jednak do przedwojennego zdjęcia i do Alfredy Tasarek.

Pamiątkowa fotografia została wykonana między 1932 a 1938 rokiem. Wtedy Alfreda Tasarek, wówczas jeszcze panna Myśliwiec, pracowała jako fryzjerka w zakładzie Brunona Sikorsky'ego przy ul. Gdańskiej 31. Okazją do sfotografowania się było 10-lecie pracy w tymże zakładzie jednej z koleżanek - Lotki Winiatowskiej. Lotka, Lotta czyli Charlotta - przypomniała sobie pełne imię pani Alfreda Tasarek.

Z Berlina do Bydgoszczy

Za kilka dni Alfreda Tasarek skończy 103 lata, lecz wydobywa z pamięci dawne zdarzenia.

Jak młoda Fredzia, tak na nią mówiono w domu, trafiła do Sikorsky'ego? Tę historię opowiada nam jej syn, Andrzej. To ciekawa opowieść o rodzinie, a właściwie dwóch, bo koleje losu Alfredy Myśliwiec i Alfreda Tasarka są podobne. Ich historia odbija koleje losy setek wielkopolskich, a później bydgoskich rodzin.

Alfreda Myśliwiec urodziła się w 1914 roku w Charlottenburgu (dziś to dzielnica Berlina). Jej ojciec Idzi, wyemigrował tam z Kępna, najprawdopodobniej za pracą. Nie wiadomo dokładnie kiedy. Jednak jego starsze dzieci (najstarsza córka w 1908 r.) urodziły się już tam.

Idzi (Egidius) był stolarzem. Nie byle jakim. W Berlinie, przy (nomen omen) Holzendorffstrasse miał własny zakład mebli artystycznych, konserwację mebli zabytkowych itp.

Kiedy w marcu 1914 roku urodziła się trzecia córka, Alfreda, Idzi był w wojsku. Córkę zobaczył dopiero, gdy miała dwa latka.
Pod koniec 1918 lub na początku 1919 r., Idzi wsiadł w pociąg i pojechał do Polski. - Pierwszą polską stacją, na której pociąg się zatrzymał była Bydgoszcz - opowiada Andrzej Tasarek rodzinne wspomnienia. - Dziadek tu wysiadł, miasto mu się spodobało. Wiadomo było już, że Polska się odrodzi. Wrócił do Berlina po rodzinę i na początku 1919 roku wszyscy tu przyjechali.

Zamieszkali przy ul. Kaszubskiej. Idzi otworzył zakład stolarski przy ul. Gdańskiej, robił meble. W 1921 roku Fredzia poszła do szkoły przy ul. Świętego Jana, czyli Świętojańskiej. A gdy ukończyła siedem klas - uczyła się fryzjerstwa u Sylwestra Ronowicza. To był znany wówczas w Bydgoszczy zakład, spod ręki Ronowicza wyszło wiele fryzjerek. Tam była praktyka, a teoria najprawdopodobniej, bo tego pani Alfreda już dobrze nie pamięta, w szkole przy ul. Konarskiego.

Niedługo po skończeniu szkoły, po krótkiej pracy na Bocianowie, w 1932 roku zatrudniła się u Sikorsky'ego. Zakład miał renomę, znakomitą klientelę. Każdy fryzjer miał swoich klientów, którzy czesali się tylko u niego.

U Sikorsky'ego

Pani Alfreda mimo swego wieku, pamięta zakład. - Było 12 kabin, perfumeria po lewej od wejścia, męski po prawej - wspomina. Fryzjerki zajmowały się też manikiurem, pani Alfreda robiła to kilka lat. - Do perfumerii przyjeżdżali dostawcy z Berlina z zamówionymi kosmetykami.

Pamięta Elfriedę (Elfrydę), żonę Brunona, i jego córkę Hannelore. Czyli Hannę, która po 60 latach od wyjazdu z Bydgoszczy w 1945 roku, pierwszy raz odwiedziła rodzinny zakład.

Wizytówką zakładu fryzjerskiego Bruno Sikorsky'ego była woda kolońska 4711. - Podstawowa woda do odświeżania klientów - podkreśla Andrzej Tasarek. Doskonale pamięta to z opowiadań mamy i ojca.

Pani Alfreda wspomina koleżanki i kolegów z pracy. To wspomniana już Lotta Winiatowska, Klemens Libiszewski i jego żona Urszula, Irka Stachowska, Ela Arczyńska. No i pracował tam też Alfred Tasarek, później mąż Alfredy.

Na Gdańskiej Alfreda pracowała do 1938 roku. Wtedy Alfred Tasarek ze swoim kolegą Stanisławem Matuszewskim, otworzyli zakład przy ul. Śniadeckich 4 i większość załogi, w tym Alfredę, "wygarnęli" pryncypałowi. - Ojciec nie postawił go jednak w takiej sytuacji z dnia na dzień, uprzedził zawczasu - opowiada Andrzej. - Ale Sikorsky chyba w to nie wierzył.

W każdym razie, gdy wybuchła wojna, we wrześniu 1939 r. Alfred miał z Niemcami problemy, a fryzjerzy dostali nakaz powrotu do Sikorsky'ego na Gdańską. Alfreda pracowała tam całą wojnę. Gdy Sikorsky uciekł w styczniu 1945 r., właśnie Tasarek i Matuszewski zostali zarządcami komisarycznymi jego zakładu. Chichot historii.

Nauczyciel zawodu

Choć znali się długo, Alfred i Alfreda pobrali się dopiero wkrótce po oswobodzeniu Bydgoszczy spod niemieckiej okupacji. Po bodaj dwóch-trzech latach Alfred Tasarek ponownie założył własny zakład, tym razem przy ul. Parkowej. Cieszył się nim krótko. W 1951 r., gdy nie chciał wstąpić do spółdzielni, władze mu go zlikwidowały.

Wtedy też przestała pracować pani Alfreda, która czesała w mężowskim zakładzie. Ale w 1960 roku zdała zawodowy egzamin mistrzowski. Dlaczego? Przecież już nie pracowała. - Chciałam mieć - odpowiada. - Miałam dyplom czeladniczy, chciałam mieć mistrzowski.

Alfred przez wiele lat był nauczycielem zawodu. Wykształcił wielu fryzjerów. Jego zawodowe losy to materiał na oddzielną opowieść.

Pani Alfreda za kilka dni skończy 103 lata. Jubilatce serdecznie życzymy dużo zdrowia.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.