6 sierpnia 1945. Piekło nad Hiroszimą i kapitulacja Japonii

Czytaj dalej
Fot. Fot. archiwum
Paweł Stachnik

6 sierpnia 1945. Piekło nad Hiroszimą i kapitulacja Japonii

Paweł Stachnik

W sierpniu 1945 r. Amerykanie zrzucili bomby atomowe na dwa japońskie miasta. Wybuchy zmiotły je z powierzchni ziemi i zabiły dziesiątki tysięcy mieszkańców.

W 1933 r. przebywający w Londynie węgierski fizyk Leó Szilárd wysunął hipotezę, że rozszczepienie atomu może wywołać reakcję łańcuchową, podczas której wyzwolą się duże ilości energii. Trzy lata później idea Szilárda rzeczywiście została potwierdzona w praktycznym doświadczeniu. Dla fizyków stało się jasne, że mechanizm reakcji mógłby zostać wykorzystany w bombie atomowej o ogromnej sile.

Szilárd wyemigrował do USA i tam razem z Enrico Fermim prowadził badania nad uranem, starając się udowodnić, że jest on pierwiastkiem najbardziej podatnym na reakcję łańcuchową. Węgier obawiał się, że wcześniej czy później bombą atomową zainteresują się Niemcy, a to może mieć tragiczne skutki dla demokratycznego świata. Skontaktował się więc z mieszkającym w USA Albertem Einsteinem i poprosił go o pomoc.

Ten w sierpniu 1939 r. napisał list do prezydenta Franklina D. Roosevelta, w którym informował o reakcji jądrowej i możliwych jej zastosowaniach militarnych. Ostrzegł, że najprawdopodobniej Niemcy już nad nią pracują i zasugerował, by to samo uczyniły Stany Zjednoczone. Roosevelt wykazał się zrozumieniem i powołał Komitet Doradczy ds. Uranu. Ciało to zaczęło jednak działać dopiero od marca 1941 r.

Projekt Manhattan

W tym celu powołano grupę zadaniową S-1, na czele której postawiono gen. Leslie Grovesa, zwalistego mężczyznę, świetnego organizatora i człowieka bezwzględnego w dążeniu do celu. W latach 1941-1942 Groves kierował budową nowej siedziby Pentagonu, z czym świetnie sobie poradził. Było to jednak nic w porównaniu z zadaniem, jakie przed nim postawiono.

Należało bowiem zgromadzić naukowców i techników, wybudować bazy i laboratoria, zdobyć materiał promieniotwórczy, przeprowadzić kontrolowaną reakcję jądrową, zbudować bombę i ustalić sposoby jej militarnego użycia. Groves ściągnął z całych Stanów wybitnych fizyków, w tym wielu uciekinierów z Europy i wielu noblistów. Były wśród nich takie sławy jak wspomniany Enrico Fermi, Richard Feynman, Edward Teller, John von Neumann, Józef Rotblat z Warszawy i Stanisław Ulam ze Lwowa. Dyrektorem naukowym przedsięwzięcia został geniusz fizyki - Robert Oppenheimer, inteligentny i błyskotliwy, a w dodatku o urodzie filmowego aktora.

Oppenheimer „postanowił, że większość prac będzie prowadzona w trzech ośrodkach oznaczonych kryptonimami X, Y i W, z których każdy miał realizować konkretny aspekt przedsięwzięcia. Ogromne, ściśle strzeżone bazy miały zostać wzniesione od podstaw na cele projektu” - piszą Chris Wallace i Mitch Weiss, autorzy książki o programie jądrowym „Hiroszima 1945. Historia atomowego ataku, który zmienił świat”.

Ośrodek X powstał w Oak Ridge na wiejskich terenach stanu Tennessee, gdzie zbudowano laboratoria, budynki biurowe i mieszkania. Miało się tam odbywać wzbogacanie uranu i produkcja materiału do budowy bomb atomowych. W Oak Ridge powstał pierwszy w świecie stały reaktor jądrowy. Z kolei Ośrodek Y ulokowano w odludnych okolicach Los Alamos w stanie Nowy Meksyk. Nosił nazwę Laboratorium Opracowywania Broni i Projektów i był miejscem, w którym montowano bombę. Ośrodek W umieszczono w Hanford w stanie Waszyngton. Znajdował się tam kolejny zakład produkcji materiałów rozszczepialnych. Powstały też inne placówki, m.in. w Berkeley, Wendover, St. Louis, Alamogorodo, Chicago… Sam program otrzymał kryptonim Projekt Manhattan.

125 tysięcy osób

Sporym problemem było zgromadzenie materiału do budowy bomby, czyli uranu. By uzyskać podlegający reakcji łańcuchowej jego izotop U-235 trzeba było przerobić tysiące ton zwykłego uranu. „Jedyne znane złoża tego surowca znajdowały się w Górach Skalistych, ale stan Kolorado miał go zdecydowanie zbyt mało, by zaspokoić zapotrzebowanie. Groves zainteresował się zatem Kongiem Belgijskim” - piszą autorzy.

Wprawdzie Belgia była okupowana przez Niemcy, ale Kongo ze złożami uranu znajdowało się pod kontrolą belgijskiego rządu emigracyjnego. W 1943 r. Korpus Inżynieryjny Sił Lądowych USA zaczął świadczyć bezpłatne usługi budowlane tamtejszej firmie górniczej władającej kopalniami, w zamian zaś otrzymywał surowiec.

Prócz naukowców (fizyków, chemików, matematyków, inżynierów) w projekcie zatrudniono tysiące pracowników cywilnych i wojskowych. W kwietniu 1945 r. zatrudnionych było - uwaga! - ponad 125 tys. osób. Dodatkową trudność stanowiło, że cały projekt musiał być cały czas utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Tylko niewielka grupa osób z owych 125 tys. wiedziała, jaki jest cel całego przedsięwzięcia.

Decyzję o użyciu bomby atomowej mógł podjąć prezydent USA. Gdy 12 kwietnia 1945 r. niespodziewanie zmarł Franklin D. Roosevelt jego miejsce zajął wiceprezydent Harry Truman. Kariera polityczna Trumana była dość przypadkowa. Wcześniej pracował jako biznesmen i urzędnik. Na stanowisko wiceprezydenta został wyznaczony przez partię, a Roosevelt trzymał go z daleka od rządzenia. Jego doświadczenie w polityce międzynarodowej było zerowe, jako prezydent okazał się jednak osobą stanowczą i zdecydowaną. O Projekcie Manhattan Truman dowiedział się dopiero po zaprzysiężeniu, wcześniej nic o nim nie wiedział…

Inwazja czy bomba?

W maju 1945 r. w Los Alamos na obrady zebrał się Komitet ds. Celów. Miał on wytypować miejsca, na które mogłaby zostać zrzucona pierwsza bomba. „Wszyscy zgodzili się, że pierwszy wybuch atomowy powinien być wystarczająco spektakularny, aby znaczenie nowej broni zostało w pełni uznane na arenie międzynarodowej” - czytamy.

Wybrano pięć miast: Kioto (dawną stolicę Japonii), Hiroszimę (ważny port i ośrodek wojskowy), Jokohamę (ośrodek przemysłowy), Kokurę (jeden z największych składów amunicji w Japonii) oraz Niigatę (miasto portowe). Już wtedy prezydent, naukowcy i wojskowi zdawali sobie sprawę z wagi przedsięwzięcia. Wiedzieli, że użycie bomby atomowej zmiecie z powierzchni ziemi całe miasto i wyzwoli siły, jakich wcześniej nie było na Ziemi.

Truman nieustannie zastanawiał się, czy użyć bomby, czy też zdać się na tradycyjne działania wojenne. Tyle że te drugie oznaczały desant na wyspy japońskie i krwawe walki o ich opanowanie. Dotychczasowe doświadczenia z Pacyfiku pokazywały, że Japończycy będą się fanatycznie bronić aż do śmierci i nie skapitulują. Armia japońska na wyspach liczyła ponad 2 mln żołnierzy, dochodziła do tego uzbrojona ludność cywilna. Dokonane przez wojskowych szacunki mówiły, że inwazja na Japonię będzie kosztować od 250 tys. do 1 mln

zabitych po stronie amerykańskiej (i tyle samo po japońskiej), a wojna potrwa do listopada 1946 r. Tymczasem detonacja bomby atomowej nad którymś z japońskich miast mogła wywołać wstrząs i skłonić Tokio do zaprzestania oporu.

Wiosną 1945 r. bomba była prawie gotowa. 16 lipca 1945 r. na pustyni w pobliżu miasta Alamogordo w Nowym Meksyku dokonano pierwszego wybuchu. Oślepiający błysk, fala uderzeniowa i słup dymu w kształcie grzyba wznoszący się na wysokość 12 km wywarły na obserwatorach ogromne wrażenie.

Próg zagłady

Na rozpoczętej 17 lipca 1945 r. konferencji w Poczdamie Truman z niecierpliwością oczekiwał wiadomości o pomyślnym teście bomby. Po kolejnych konsultacjach z wojskowymi i wielu wahaniach 24 lipca podjął decyzję o użyciu broni jądrowej, z listy celów wykluczając dwie japońskie stolice - starą Kioto i nową Tokio. By uniknąć zbyt dużych strat wśród ludności cywilnej rozpatrywano możliwość poinformowania Japończyków o planowanym ataku, lecz ostatecznie odrzucono ją z obawy, że ci mogą użyć amerykańskich jeńców jako żywych tarcz.

W maju 1945 r. na wyspie Tinian na Pacyfiku znalazła się 509. Grupa Operacyjna. Zebrano w niej najlepszych lotników USA - pilotów, nawigatorów, bombardierów, techników - wytrenowanych w zrzucaniu bomb z dużych wysokości, a następnie w gwałtownym odchodzeniu znad miejsca zrzutu. Do kluczowej misji wybrano załogę bombowca B-29 nr 82 (o nazwie „Enola Gay”) dowodzoną przez szefa Grupy płk. Paula Tibbetsa. Na pokład specjalnie przystosowanej maszyny załadowano czterotonową bombę „Little Boy”. Samolot wystartował z Tienian 6 sierpnia o godz. 2.45.

Wcześniej wyleciały trzy inne Superfortece, które miały rozpoznać pogodę nad Hiroszimą, Kokurą i Niigatą. Najlepsze warunki panowały nad tą pierwszą. O godz. 8.15 z „Enoli Gay” zrzucono ładunek celując w most o charakterystycznym kształcie litery T na rzece Ota. Bomba wybuchła 580 m nad miastem i zmiotła jego śródmieście z powierzchni ziemi. Zginęło 70–90 tys. mieszkańców (potem umierali kolejni). „Praktycznie wszystkie żywe istoty - ludzie zwierzęta - zostały dosłownie spalone” - czytamy w książce. 9 sierpnia drugi ładunek (plutonowy „Fat Boy”) zrzucono na portowe miasto Nagasaki. Zginęło 40–70 tys. osób. 10 sierpnia Japonia zgłosiła propozycję kapitulacji.

Wojsko utajniło informacje o liczbie ofiar i okropnościach, jakie je dotknęły. Jednak amerykańska prasa własnymi kanałami ustaliła prawdę i opublikowała ją, co wywołało szok. Dyskusja o zasadności użycia bomb przeciw Japonii toczyła się w Stanach przez wiele lat.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.